Koszmar o świcie

Spałem sobie smacznie. Jak zwykle najlepsza pora na spanie jest tuż nad ranem. Przebudziłem się i zobaczyłem nad sobą Pańcię. W pełni ubraną i gotową do wyjścia. Kochana, chyba coś Ci się pomyliło, patrzyłaś na zegarek? Jest środek nocy – 8.00 rano. Przeciągnąłem się i odwróciłem na drugi bok. Jakież było moje zdziwienie, gdy Pańcia zerwała kocyk, wytargała mnie z pontonu i zaproponowała spacer. Zupełnie oszalała. Nie dość, że noc, to jeszcze straszne zimno i mróz. Choć może w tym szaleństwie jest metoda. I całkiem bezmyślnie… zgodziłem się.

Pańcia wpakowała mnie do auta i wywiozła na zabitą dechami wiochę. Po horyzont nic tylko zaśnieżone pola. A miało być romantycznie… Chciałem wrócić do domu, ale Pańcia bezceremonialnie zaciągnęła mnie w pola. Obrażony człapałem łapa za łapą i utyskiwałem na cały świat. Pańcia wprowadziła mnie w oszronione trawy i radośnie robiła zdjęcia. Łaziliśmy tak dobrą godzinę. Miałem już dość wszystkiego i w końcu zaprotestowałem. Pańcia się ugięła i wróciliśmy do domu. O nie, nigdy się już nie dam namówić na spacer o tak nieludzkiej, przepraszam – psiowo-bulterierowej godzinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *